Trzy doby w szpitalu, w czwartej zostałyśmy wypisane. Te trzy doby zlały się w jedną nie mającą końca, jak mi się wydawało. Krótkie drzemki w ciągu dnia i nocy i nieudolne próby karmienia przerywane posiłkami i wizytami.
Ból przy najmniejszym ruchu, z którym, jak się okazało, poradziłam sobie najlepiej.
A z Tosią nie radziłam sobie w ogóle. Kiedy była ze mną, większość tego czasu przesypiała. Niewiele jadła, a każda próba karmienia była dla mnie dawką stresu i wstydu, że nie umiem, nie potrafię, nie rozumiem jak to mam robić, żeby dziecko wreszcie dobrze zassało.Gdy mi nie wychodziło, ryczałam z rozpaczy, gdy Tosi udawało na dłużej złapać pierś, płakałam z radości.
Córciu bałam się nawet Cię trzymać, żeby nie zrobić Ci krzywdy. Byłaś chudziutka i taka maleńka.
Kiedy coś chciałaś mi powiedzieć, pomiaukiwałaś żałośnie, a ja traciłam głowę.
Personel zmuszał Tosię do jedzenia brutalnie wybudzając ze snu, bo dziecko musiało jeść co dwie godziny. Tosi spadała waga, ja nie umiałam jej nakarmić, a personel dokarmiał mlekiem ze strzykawki. Czułam się z tym fatalnie i miałam wrażenie, że są o to do mnie pretensje. "Pani córka nie dojada" - opinia pediatry a p o niej pytania o to jak często karmię, jak często chodzę na dokarmianie .. Czułam się jak na egzaminie z bardzo trudnego przedmiotu, do którego jestem kompletnie nieprzygotowana.
Na szczęście w ostatnim dniu pobytu Tosia przybrała 20 gram i pediatra zadecydowała, że zaryzykuje i podpisze kartę wypisu dla dziecka. 12 lutego, około 13:00 przyjechał po nas Łukasz.
Z ulgą opuściłam salę, żegnając się z dziewczynami, które też płakały w nocy, bo nie zawsze potrafiły nakarmić swoje dzieci.
Ubrałam Cię Tosiu w komplecik od babci Eli zrobiony na drutach. Biały sweterek z perełkowymi guziczkami, śpioszki z kwiatkami na nogawkach i czapeczkę. Wyglądałaś prześlicznie. Bardzo martwiliśmy się oboje z tatą, czy nie jest Ci za zimno, a może za gorąco, czy jest Ci wygodnie w foteliku i jak przeżyjesz prawie godzinną podróż do domu. Na szczęście przespałaś całą drogę chyba tak samo szczęśliwa jak my, że opuściliśmy szpital.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz