poniedziałek, 23 kwietnia 2007

PIERSZY TYDZIEN W DOMU

W domu łatwiej. W zaciszu domowym można popełniać błędy, nie radzić sobie z karmieniem, ubieraniem lub myciem, a mimo to zachować dobre samopoczucie.

sobota, 21 kwietnia 2007

TRZY DOBY W SZPITALU

Trzy doby w szpitalu, w czwartej zostałyśmy wypisane. Te trzy doby zlały się w jedną nie mającą końca, jak mi się wydawało. Krótkie drzemki w ciągu dnia i nocy i nieudolne próby karmienia przerywane posiłkami i wizytami.
Ból przy najmniejszym ruchu, z którym, jak się okazało, poradziłam sobie najlepiej.
A z Tosią nie radziłam sobie w ogóle. Kiedy była ze mną, większość tego czasu przesypiała. Niewiele jadła, a każda próba karmienia była dla mnie dawką stresu i wstydu, że nie umiem, nie potrafię, nie rozumiem jak to mam robić, żeby dziecko wreszcie dobrze zassało.
Gdy mi nie wychodziło, ryczałam z rozpaczy, gdy Tosi udawało na dłużej złapać pierś, płakałam z radości.

Córciu bałam się nawet Cię trzymać, żeby nie zrobić Ci krzywdy. Byłaś chudziutka i taka maleńka.
Kiedy coś chciałaś mi powiedzieć, pomiaukiwałaś żałośnie, a ja traciłam głowę.


Personel zmuszał Tosię do jedzenia brutalnie wybudzając ze snu, bo dziecko musiało jeść co dwie godziny. Tosi spadała waga, ja nie umiałam jej nakarmić, a personel dokarmiał mlekiem ze strzykawki. Czułam się z tym fatalnie i
miałam wrażenie, że są o to do mnie pretensje. "Pani córka nie dojada" - opinia pediatry a p o niej pytania o to jak często karmię, jak często chodzę na dokarmianie .. Czułam się jak na egzaminie z bardzo trudnego przedmiotu, do którego jestem kompletnie nieprzygotowana.
Na szczęście w ostatnim dniu pobytu Tosia przybrała 20 gram i pediatra zadecydowała, że zaryzykuje i podpisze kartę wypisu dla dziecka. 12 lutego, około 13:00 przyjechał po nas Łukasz.
Z ulgą opuściłam salę, żegnając się z dziewczynami, które też płakały w nocy, bo nie zawsze potrafiły nakarmić swoje dzieci.

Ubrałam Cię Tosiu w komplecik od babci Eli zrobiony na drutach. Biały sweterek z perełkowymi guziczkami, śpioszki z kwiatkami na nogawkach i czapeczkę. Wyglądałaś prześlicznie. Bardzo martwiliśmy się oboje z tatą, czy nie jest Ci za zimno, a może za gorąco, czy jest Ci wygodnie w foteliku i jak przeżyjesz prawie godzinną podróż do domu. Na szczęście przespałaś całą drogę chyba tak samo szczęśliwa jak my, że opuściliśmy szpital.

piątek, 20 kwietnia 2007

NARODZINY

Urodziłaś się 8 lutego 2007 o 23:45 w szpitalu im. Żeromskiego w Krakowie. W szpitalu, który razem z tatą wybraliśmy dla Ciebie. Postanowiłaś pojawić się na świecie nieoczekiwanie, bo 12 dni przed terminem. O 5:05 odeszły mi wody. Nie sposób opisać, co wtedy poczułam i co myślałam w pierwszej chwili. Obudziłam tatę i zadzwoniliśmy do szpitala. Miałam się nie spieszyć. Zjeść coś, wziąć prysznic
i przyjechać. Zjadłam więc kisiel, zdrzemnęłam się odrobinę, potem wzięłam prysznic, upewniłam się
czy jestem dobrze spakowana i wyruszyliśmy w najważniejszą podróż naszego życia. O ile pospieszyłaś
się z terminem, z samym porodem nie było Ci spieszno. Późnym wieczorem stało się jasne, że nie uda mi się urodzić Ciebie siłami natury i zgodziłam się z tatą na cesarskie cięcie. Byłam bardzo zmęczona bólem
i z ulgą przyjęłam propozycję lekarza. 20 minut później byłaś już na świecie. Z nad zielonego parawanu zobaczyłam Ciebie uniesioną przez jednego z lekarzy w górę. Byłaś cała sina, ubrudzona krwią, pomarszczona i kompletnie bezbronna. Nie pamiętam czy płakałaś. Cała się trzęsłam. Potem na chwilkę przyniesiono mi Ciebie okutaną w becik. Nie miałam siły płakać. Pocałowałam Cię kilka razy, przytuliłam swój policzek do twojej malutkiej twarzyczki i zabrano Cię.
A potem znalazłyśmy się w sali pooperacyjnej. Nagle zrobiło się cicho i ciemno. Już nie słyszałam własnego krzyku ani nie raziły mnie w oczy lampy. Poczułam, że nie spałam od wielu, wielu godzin. Ale nie mogłam zasnąć. Jeszcze nie teraz. Leżałaś na mojej ręce, oparta główką o moją pierś. Próbowałaś ssać, ale obie byłyśmy zbyt zmęczone. Tatuś jeszcze chwilkę był z nami - dzięki niemu zostałyśmy uwiecznione pół godziny po Twoim przyjściu na świat. Tata był bardzo przejęty, pewnie nigdy nie dowiemy się jak bardzo. Kiedy tatuś nas pożegnał i zostałyśmy same popatrzyłam na Twoją maleńką główkę i mocno zaciśnięte oczka, na powoli sączącą się kroplówkę, spróbowałam poruszać nogami - nie mogłam i dotarło do mnie, że urodziłam swoje pierwsze dziecko, córeczkę, Ciebie Tosiu.